Palawan i Manila – ruszamy na Filipiny

Do Filipin przymierzaliśmy się już rok wcześniej, ale wtedy padło jednak na kolejną wyprawę do Malezji i Tajlandii, opisana w poście: Malezja po raz kolejny… Czemu nie?! Skorzystaliśmy z oferty Qatar Airways, którzy akurat rozpoczynali loty z Warszawy. Niestety nie załapaliśmy się na tzw. „Bitwę Warszawską”, gdy do Warszawy wchodził też Emirates i obaj przewoźnicy przebijali się wzajemnie niskimi cenami. Mimo to nasz lot i tak kosztował sensownie, więc nie ma co narzekać. Bardzo miło i komfortowo dolecieliśmy do Manili, potem taxi do hotelu w centrum, wieczorny spacer po promenadzie i w zasadzie tyle.

Manila

Filipiny-Manila

Pierwsze co nas uderzyło to bardzo sympatyczni mieszkańcy i wielka ilość uzbrojonej ochrony dosłownie wszędzie, nawet w sklepie spożywczym…Rano bierzemy taxi na lotnisko i tu kolejne zaskoczenie, bo nasz kierowca mimo słusznego już wieku doskonale mówi po angielsku i to z jakim pięknym akcentem!

Palawan

Łapiemy bookowany wcześniej lot Cebu Pacific do Puero Princessa na wyspie Palawan, który o dziwo nawet nie wiele się spóźnia. Wcześniej jeszcze na lotnisku umawiamy przez telefon transfer busem z lotniska do El Nido. W przeciwnym wypadku nie zdążylibyśmy tego dnia na autobus publiczny i czekałby nas nocleg w Puerto. Nic strasznego, ale szkoda nam było czasu, dlatego zdecydowaliśmy się dopłacić do busa. Na lotnisku czekał nawet pan z tabliczką mr. Tukas Doborooboczensyy czy jakoś tak   Dalej pędzimy już busikiem przez cały Palawan.

W El Nido szukamy noclegu, docierając na dalsze „przedmieścia” czyli do wioski przy plaży nieco na północ. Decydujemy się na Reef Strand Resort – bardzo ładnie i cena 1600 peso (ok.110 pln) za duży i czysty pokój z balkonem z widokiem na morze jest ok. Poza tym jest już ciemno, jesteśmy trochę zmęczeni i głodni.

Filipiny - El Nido

Filipiny – El Nido

Następnego dnia płyniemy na wypad po okolicy, ale decydujemy się na nieco droższą opcję prywatną, wszystko ogarniamy „w rodzinie i po sąsiedzku” z właścicielem naszego „resortu”. Cena po targach jest ok. a bangka cała dla nas. Nasza załoga to bracia Patrick, Derick oraz Roderick Na Filipinach nie ma problemu z imionami – albo pochodzą z hiszpańskiego lub z angielskiego, nasze imiona też nie stanowią dla nich problemu: Magdalena, Lukas – jak w Biblii. Poland!, a jak Poland to Papa! John Paul II ! Wszystko jest dla miejscowych jasne. Palawan jest przepiękny, a okolica El Nido jest magiczna, pełno wysp i wysepek, wspaniałe laguny, ładna rafa, ogólnie jest super, a do tego lunch na plaży – grillowana rybka i niezbyt zimne piwko

Palawan

Palawan – Las Cabanas

Kolejny dzień to wypad na plażę Las Cabanas – bardzo piękna i urokliwa, niestety w wodzie sporo meduz. Miejscowi twierdzą, że nie są niebezpieczne, ale niezbyt przyjemne. Na plażę można dojechać lokalną wersją tuk-tuka, czyli taka niby riksza, ale nie tak ładna jak te w Indiach czy Tajlandii.

Lokalna atmosfera mocno nam się udziela, czujemy się już prawie jak tutejsi. Na wiosce wszyscy się już znamy, mamy już zaprzyjaźnionego sklepikarza, knajpę itp. Dlatego też ciężko nam ruszyć dalej, ale ostatecznie ogarniamy transfer łodzią do Port Barton. Drogo, ale jakie widoki po drodze. Siedzimy sobie na łajbie, oglądamy przyrodę i podziwiamy Palawan od strony wody zamiast tłuc się autobusem z przesiadkami po zakurzonych drogach – luksus

Filipiny - Port Barton

Filipiny – Port Barton

W Port Barton za wiele nie ma i o to chodzi! Nie działa internet, prąd jest albo go nie ma, telefon też działa jak chce. Mieszkamy u bardzo sympatycznej i ciekawej pary – John jest z pochodzenia Szkotem, prawie całe życie spędził pracując dla ONZ w Afryce i tam też poznał swoją żonę, Filipinkę June. Na emeryturę postanowili przenieść się na Palawan, kupili ziemię przy plaży, zbudowali dwa domki, jeden dla siebie, drugi dla gości. John snuje czasem opowieści o Afryce, opowiadał nam o przewrocie w Etiopii kiedy obalono Haile Selasie, a on akurat przebywał w tym czasie w Abbis Abebie. Wiele wydarzeń o których ja tylko czytałem, on widział na własne oczy. Dni mijają na wypadach bangką z poznaną grupą Izraelczyków po okolicy. W pobliżu pełno jest małych, bezludnych wysepek, pięknych raf koralowych, palm kokosowych, jednym słowem – bajka. Jest to jedno z tych miejsc, gdzie czujemy się jak w domu, zastanawiamy się nawet czy tu nie wrócić z zamiarem zamieszkania na dużo dłużej. Jedyny problem – brak internetu, który jednak jest nam niezbędny do pracy zarobkowej. Nawet przez GSM nie działa, a łącza satelitarne to jednak spory wydatek. Do tego chroniczny brak prądu…

Więcej zdjęć w galerii tutaj… 

Philippines - Palawan - Las cabanas

Las cabanas

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *