Jordania

Jordania

Kolejnym celem naszego krótkiego, lecz bardzo intensywnego wypadu była Jordania, do której postanowiliśmy się dostać przez przejście Eilat/Akaba, po pierwsze z uwagi na rafy koralowe, a poza tym wiza jordańska jest tu za darmo … 🙂 Niestety poza wizą nic nie jest tu darmowe, począwszy od taxi do granicy, opłaty wyjazdowej z Izraela i mafii taksówkowej po jordańskiej stronie…Welcome to Jordan!

Jordania - Akaba

Jordania – Akaba

Pierwszym celem w Jordani postanawiamy się wyluzować nad wodami Morza Czerwonego. Rafa jest tu wspaniała, a ilość ryb przyprawia o zawrót głowy. W Azji miejscowi wyjedli już chyba prawie wszystko co ma płetwy, bo tu wszystkiego co pływa i nie tylko jest o wiele wiele więcej.

Mieszkamy poza Akabą w centrum nurkowym i nie był to przypadkowy wybór, bo dosłownie tydzień przed wyjazdem Łukasz zrobił kurs OWD i nurkowanie w Jordanii było poza dyskusją. Nurkowanie miało miejsce na wraku Cedar Pride, który jest zatopiony zaraz koło brzegu i naprawdę robi wspaniałe wrażenie, a do tego trafiły się na nim dwa potężne żółwie morskie 🙂 Snorkowanie z plaży też jest godne polecenia!

Chyba nikt nie wyobraża sobie wypadu do Jordanii bez wyprawy do Petry – i my także.

Jordania - Petra

Jordania – Petra

Wieczorem wybieramy się jeszcze do sklepu oddalonego o dobre 2-3 km. Po drodze każde mijające nas auto zwalnia, ludzie trąbią, uśmiechają się i krzyczą „Welcome to Jordan!” Generalnie Jordańczycy to przemiły i bardzo otwarty i gościnny naród, co potwierdzało się jeszcze przy wielu różnych okazjach. Wystarczy wejść do lokalnej knajpy, gdzie nie zagląda wielu turystów, by znaleźć się w centrum uwagi w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Na dworcu w Akabie szukamy busa do Wadi Musa, ceny i rozkłady oczywiście nie istnieją w naszym tego słowa znaczeniu, więc zaczynamy od targów, na co pan kierowca stwierdza „Izrael go away!” „No Izrael, Bolanda” – jak tak to ok. Dość jednoznacznie opisuje to stosunki panujące pomiędzy sąsiadami. Kolejna niespodzianka – kierowca busa pyta nas gdzie się zatrzymamy. Zazwyczaj takie pytania są dość podstępne i prowadzą do próby naciągnięcia nas na „hotel kuzyna” za prowizją oczywiście. Tym razem jednak jest inaczej, bo faktycznie mamy zabookowany hotel Rocky Mountain i na to hasło kierowca stwierdza, że zamówi nam transport do hotelu. Znowu wietrzymy podstęp, ale co tam, niech sobie dzwoni, my nic wie wiemy w razie co. Okazuje się, że na dworzec w Wadi Musa podjeżdża stary mercedes „beczka” z pewną Nowozelandką za kółkiem, która okazuje się być właścicielem naszego hotelu, a podwózka jest gratis. Hotel i sama właścicielka są super, jest chyba byłą nauczycielką, bo matkuje wszystkim powtarzając każdą poradę kilkakrotnie W hotelu można podziwiać wspaniałe widoki na okolicę, zwłaszcza o zachodzie słońca. Bardzo polecamy to miejsce.

Jordania-Petra-Wadi Musa -Hotel Rocky Mountain

Jordania-Petra-Wadi Musa -Hotel Rocky Mountain

Tu kolejna porada – bilety do Petry są tańsze jeżeli zatrzymujemy się na noc w Wadi Musa. My i tak zostajemy dwa dni, ale przyjeżdżając na jeden i tak lepiej powiedzieć, że się nocuje, będzie taniej. Dwa dni łazimy więc po Petrze, włażąc przy tym chyba na każdy punkt widokowy na górze na jaki się da. Trasy „górskie” mają ten plus ze często wędruje się samemu, w odróżnieniu od głównego traktu od Skarbca do głównych ruin miasta.

Jordania - Petra

Jordania – Petra

Na granicę izraelską musimy dotrzeć do południa, bo o 13 jest ostatni autobus z Eilatu do Jerozolimy. Czemu znów przez Akabę? Bo przez przejścia na zachód od Ammanu, czyli Jordan River Crossing czy też Allenby zajmuje to o wiele więcej czasu na same formalności, a granice nie są całodobowe. W piątek popołudniu zaczyna się szabas i groziło nam utknięcie na granicy. Targujemy więc dzień wcześniej taxi z Wadi Musa na granicę w Akabie za kwotę nie wiele większą od tego co trzeba by zapłacić za busa + taxi z Akaby. Kierowca to przemiły facet, jedzie się wygodnie i szybko docieramy z powrotem do Izraela.

Joradnia

Joradnia

Jeszcze tylko opłata wyjazdowa z Jordanii, kolejna taxi na terminal, a wszystko to każe głęboko sięgnąć do kieszeni i już siedzimy w autobusie do Jerozolimy. Ostatni tramwaj do Starego Miasta i zaczyna się szabas… Na szczęście dla nas Arabowie mają go w nosie i dalej żyją swoim życiem, w przeciwieństwie do Żydów – w szabas Izrael zamiera. U Arabów sklepy otwarte, co oznacza, że można kupić… no oczywiście nasz ukochany humus!



style=”display:inline-block;width:336px;height:280px”
data-ad-client=”ca-pub-5703270389638316″
data-ad-slot=”1601270181″>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *