Kurs AOWD na Koh Chang

Nurkowanie z przesympatyczną ekipą Scuba Dawgs spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem pójść za ciosem i zapisałem się na kurs zaawansowany Advance Open Water.

Wszystko ok!

Wszystko ok!

Moim instruktorem był Steven z Anglii z którym również nurkowało się świetnie. Bardzo podpasowało mi jego podejście do tematu, wszystko bardzo profesjonalnie, ale jednak zupełnie bez pośpiechu, zrelaksowanie i z humorem. Podczas nurkowań towarzyszył nam rownież Timmy z Australii, który robi właśnie staż instruktorski. Na pierwszy rzut oka nieco straszny, bo to wielki, wytatuowany i łysy facet, ale już po chwili okazuje się typowym „misiem” w dodatku ze świetnym poczuciem humoru. Gdy obrazował jak bardzo źle jest być homarem sprzedawanym na tajskim targu to o mało nie posikałem się ze śmiechu 🙂 – piskliwym głosem: „nie wybieraj mnie, nie wybieraj mnie, jestem drogi i niesmaczny!” Timmy używał swojego aparatu podwodnego, dzięki czemu mamy też kilka zdjęć obrazujących nasze nurkowanie.

HMTS Chang

HMTS Chang

HMTS Chang

HMTS Chang

Na 20 metrach:)

HTMS Chang

HTMS Chang

Podczas kursu odwiedziliśmy wrak HTMS Chang jeszcze dwukrotnie i za każdym razem wrażenie było piorunujące. Jedno nurkowanie to zdecydowanie za mało by ogarnąć tak wielki i ciekawy obiekt, za każdym kolejnym nurkowaniem zauważamy coś nowego. Wrak jest świetnym miejscem w kwestii kursów AOWD, ponieważ leży na 30 metrach, czyli tyle ile wymagane jest na kursowym nurkowaniu głębokim. Jako wstęp do specjaliazji zaliczyliśmy również nurkowanie wrakowe, czyli z penetracją wnętrza statku. Jest to dość prosty i względnie bezpieczny wrak, ładownia jest długa i szeroka, bo w końcu przewożone tam były czołgi, a czołgi mają to do siebie, że zazwyczaj są dość duże, nieprawdaż? Więc skoro mieści się czołg, to nurek tym bardziej ma sporo przestrzeni 🙂 Wyposażeni w latarki mogliśmy na przykład spojrzeć w oczy potężnemu grouperowi. Na zewnątrz wraku czekało na nas wielkie stado barakud.

Stado barakud na HMTS Chang

Stado barakud na HMTS Chang

Kolejne nurkowania kursowe dotyczyły perfekcyjnej pływalności zerowej (bardzo polecam!) oraz nawigacji. Następnego dnia zaliczaliśmy nurkowanie głębokie, czyli zejście na 30 metrów, lecz tym razem moim instruktorem był „szef wszystkich szefów”, czyli David, facet który zapewne zaczął nurkować, gdy mnie jeszcze nie było na świecie, byłem więc w dobrych rękach. Ostatnim nurkowaniem było poszukiwanie i wydobywanie przedmiotów. Było to jedno z najciekawszych nurkowań, bo dość szybko stało się baaardzo realistyczne. Steven wpierw ukrył „gdzieś” pas balastowy i potem należało go odnaleźć, oczywiście bez podpowiedzi. Odnalezienie go nie było jednak tak proste i potem nawet z pomocą Stevena nie mogliśmy go namierzyć. Dodatkowo widoczność bardzo spadła, mniej więcej do 3-4 metrów, a żeby tego było mało zgubiliśmy też … Timmiego. Ostatecznie stosując się do procedur odnaleźlimy się wszyscy dość szybko, pas również się znalazł, choć też nie bez przeszkód. Obszar gdzie pas leżał graniczył bowiem z terytorium sporej rogatnicy (ang. titan triggerfish), a z tą rybą na prawdę nie ma żartów. Tutejsze rogatnice mają silny instynkt terytorialny i nie boją się nurków, przeciwnie – gdy wtargniemy na jej terytorium to może zaatakować. Jej zęby są przystosowane do kruszenia skorup homarów i innych skorupiaków, nie trudno więc sobie wyobrazić co może zrobić na przykład z palcem pechowego nurka. Obszar pilnowany przez tę rybę przypomina odwrócony stożek, nie wolno więc nigdy przepływać nad nią, lecz ominąć jak najszerszym łukiem, co też momentalnie zrobiliśmy. Całe to nurkowanie było niezwykle pouczającym doświadczeniem, a nie tylko „suchym” treningiem.  Niestety podczas tego zejścia „wodoodporna” kamera Timmiego okazała się nie być zbyt wodoodporna, obudowa puściła, wszystko się zalało i więcej zdjęć już nie było.

Blueberry Hill

Blueberry Hill

Blueberry Hill

Blueberry Hill

Tego dnia więcej nurkowań również nie było, ale zrobiliśmy sobie jeszcze grupowe zdjęcie na pamiątkę. Do portu wracałem z jednej strony zadowolony, że ukończyłem kurs, lecz z drugiej dość smutny, bo nurkowa przygoda ze Scuba Dawgs dobiegła końca. Znów jednak nie obyło się bez drobnych przeszkód, bo wpierw inna łódź potrzebowała naszej asysty i holowania z uwagi na uszkodzony ster, a na dodatek zbliżała się burza. Do portu wracaliśmy w strugach deszczu i w asyście piorunów… Na koniec uzupełnienie papierów w resorcie nurkowym Cliff Cottage, obowiązkowe zimne piwo, uścisk dłoni ze Stevem i koniec tej przygody. Przede mną jednak jeszcze wiele nowych i zapewne równie fascynujących miejsc.

Jak w delfinarium

Jak w delfinarium

Na Koh Chang jest jeszcze kilka innych centrów nurkowych, warto się rozejrzeć i popytać co i jak. Mi najbardziej przypadli do gustu Scuba Dawgs. Ceny bardzo rozsądne, jedni z najtańszych na wyspie, ale głównie dlatego, że nie sprzedają swoich usług przez pośredników, a jedynie w swoich własnych punktach np. w Lonely Beach czy Bang Bao lub przez internet. Dzięki temu nie płacą prowizji, mogą więc zaoferować niższą cenę nie tracąc przy tym na jakości usług, ani oczywiście nie oszczędzając na bezpieczeństwie.

HMTS Chang

HMTS Chang

Ceny kursów ze Scuba Dawgs:

– Discover Scuba Diving – dla zupełnych nowicjuszy. Trochę teorii, nauka praktyczna podstawowych umiejętności w płytkiej wodzie i dwa nurkowania w wodach otwartych pod czujnym okiem instruktora. Kursantowi pozostaje w zasadzie jedynie oddychać. Świetny sposób by sprawdzić czy spodoba nam się nurkowanie i jak sobie z tym radzimy. Ja sam zaczynałem swoją nurkową przygodę właśnie w ten sposób. Koszt 3500 THB (ok. 350 zł)

– Kurs OWD – podstawowy kurs, po którym stajemy się pełnoprawnym nurkiem. Koszt 12 000-13 000 THB, w cenie możliwy nocleg w Cliff Cottage. Kurs trwa 2-3 dni.

– Kurs AOWD – kurs zaawansowany, 2 dni, cena 11 000-12 000 THB.

–  W ofercie również kursy rescue+EFR, specjalizacyjne, dive master …

Ceny all-inclusive z listopada 2014, zawierają materiały, egzamin, wystawienie licencji, cały sprzęt nurkowy jak również wszystkie nurkowania kursowe prowadzone z łodzi nurkowej. Na łodzi w cenie napoje jak kawa, woda czy cola, bardzo solidny i smaczny obiad, owoce itp. Darmowy transport do/z każdego resortu na Koh Chang do przystani w Bang Bao, gdzie cumuje łódź. Moim zdaniem ceny bardzo rozsądne, nie jest to może super-tania okazja, ale płacimy za to co dostajemy, a jakość usług jest na znakomitym poziomie. Doskonała atmosfera, wspaniali ludzie i świetne nurkowania – bezcenne.

Ekipa Scuba Dawgs

Ekipa Scuba Dawgs

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *