Lądem do Indii i Nepalu- Pakistan

Pakistan

Pakistan od Iranu różnił się wszystkim. Naszym zdaniem to tu dopiero zaczyna się taka prawdziwa Azja (czytaj: dzicz). Różnic by można podawać od groma, ale podam jeden: w Iranie policja jeździła ( w 2007 roku) nowymi Mercedesami C po pięknych wielopasmówkach, a w Pakistanie w Beludżystanie już starymi Landroverami z karabinami maszynowymi na dachu po ubitym piachu, tudzież dziurawym czymś (jakby droga, ale tak z XV wieku bardziej).

101_0865 101_0866 101_0869

Pierwsze zderzenie z inną rzeczywistością to był drobny szok. Granica po stronie Irańskiej, normalna (europejska wersja), po stronie Pakistańskiej nagle zabrali asfalt i ktoś prowadzi nas do lepianki. Myślimy, że coś nam chcą wcisnąć, coś sprzedać… nie to posterunek graniczny. W lepiance dwóch panów w „pidżamach” wstawia nam pieczątki do paszportów – Welcome in Pakistan 😀

Po lepiance trzeba było przejść około kilometra przez totalne nic by dojść to najbliższej mieściny, z której można było złapać autobus do czegokolwiek większego. My chcieliśmy od razu dostać się do Quetty, miasta oddalonego o około 8-12 godzin jazdy. Autobus ma być, ale jakieś cyrki z biletami, cenami. Tysiąc osób wokoło nas coś gadało, oczywiście po swojemu, coś pokazywało, ale generalnie nie bardzo chcieli nas zabrać. Poznaliśmy 3 młodych chłopaków, jeden z nich mówił bardzo dobrze po angielskim, ponieważ chodź pochodził  z Pakistanu, to studiował medycynę w Kanadzie. Razem w piątkę wynajęliśmy samochód z kierowcą i czym prędzej uciekliśmy z tego miejsca i tak przez kolejne 8 godzin jechaliśmy we dwójkę na jednym przednim siedzeniu przez dziki, pustynny Beludżystan. Po drodze praktycznie ani jednej miejscowości, może kilka malutkich osad i regularne posterunki kontrolne. Beludżystan to tereny plemienne i rząd w Islamabadzie nie ma tam za wiele do powiedzenia. Jedyne co kontroluje, to droga  i te właśnie posterunki, a to i tak tylko dlatego, że miejscowi pozwalają mu udawać, że ma jakąś władzę. Na każdym z check-pointów szybkie wpisanie do zeszytu naszych danych, by w razie czego chociaż było wiadomo gdzie nas szukać. Każdy miły, częstuje herbatą, ale jak ktoś ma być celem, to właśnie pan wojskowy, więc wolimy nie spędzać w ich towarzystwie zbyt wiele czasu 😉

101_0868 101_0878 101_0876 101_0874 101_0872

Quetta to dopiero dziwne miasto. Nie wiem czemu dziwne, po prostu inny przymiotnik mi ni jak nie pasuje do określenia tego miejsca, ten natomiast oddaje najlepiej klimat miasta. Spędzamy tu dwa dni, po czym z braku innych możliwości, kupujemy bilet na pociąg najniższej klasy, ale z przepisanymi miejscówkami do Lahore. Kiedy przypominam sobie ten pociąg to do tej pory przechodzą mnie dreszcze. Najdłuższa ( i nie chodzi tu o faktyczną ilość godzin) i  najbardziej męcząca, najbardziej dziwna i przerażająca podróż mojego życia.

101_0880 101_0890 101_0882 101_0881

Mieliśmy jechać 12 godzin, a jechaliśmy 24. Miejscówki były – dwie małe drewniano-stalowe ławeczki, tak wygodne że po 10 minutach miałam już dosyć siedzenia. Szyb w oknach brak, były za to kraty, tak chyba co by miało być rześko, szkoda tylko, że jechaliśmy głównie przez pustynie i zamiast rześko było pełno pyłu i piachu.  Tłum tj. ludzie byli wszędzie: nade mną, pode mną, przede mną. Kiedy zaczęła się pora konsumpcji, wszystkie odpadki trafiały bezpośrednio na podłogę. I naprawdę jakby były to tylko papierki to bym byłam prze szczęśliwa. Jednym słowem koszmar i to w rzeczywistości. Do tego wszystkiego przez większą część drogi pilnował nas pan ochroniarz z karabinem pod pachą i polemizował łamanym angielskim z Łukaszem, między innymi o tym, że Pakistan to cudowny kraj, bo można mieć 4 żony… Wprawdzie on jeszcze wtedy mając 35 lat nie dorobił się by mieć chodź jedną, ale jak wygra np. w totka to będzie go stać na cztery 😀 A co jak nie stać kogoś na żonę? Stać go na osiołka, ale tego tematu nie będziemy rozwijać, bynajmniej nie jest to żart i na tym zakończmy. Myśl, że naród ten dysponuje bronią atomową również specjalnie nas nie uspokaja 🙂 I wtedy przypomina mi się filmik reklamowy Pakistanu, który przed wyjazdem namiętnie oglądałam i pytam się, ale gdzie tak jest?

Przeżyliśmy i dojechaliśmy cało. Lahore to już zupełnie inny Pakistan. Ładne miasto z wielkim fortem i meczetem. Ludzie mili, witają się z nami, zagadują tak po prostu, co by móc w końcu po angielsku coś powiedzieć. Robią Łukaszowi miliony zdjęć. Nawet dają dzieci mu na ręce do potrzymania tłumacząc im pewnie coś w stylu „choć, nie płacz, zdjęcie z białasem!” Mówił, że czuje się jak papież 🙂 Na te kilka dni stał się gwiazdą miasta 🙂

000_0003 101_0898 101_0897 000_0039 000_0038000_0020 000_0012 000_0007 000_0006 000_0005 000_0002 000_0001

Kolejną destynacją w Pakistanie miły być góry i miasteczko Gilgit, o którym słyszeliśmy same dobre rzeczy. Niestety odpuszczamy (do tej pory lekko żałujemy tej decyzji, bo wiemy, że już raczej nie uda nam się tam wybrać) i zamiast Karakorum wybieramy Ladakh w Indiach. Lahore to miasto przygraniczne z Indiami, załapaliśmy więc z centrum autobus publiczny niemalże pod same przejście graniczne, ale jaka to była granica… cdn.

Gilgit

Gilgit

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *