Mela!

View of Valletta

Widok na Vallette ze Sliema

Od czego by tu zacząć?… Jak się nie pisało przez tyle miesięcy, to potem nie jest łatwo. Nie znaczy to oczywiście, że przez te miesiące nie działo się nic. Działo się…

Onaleźć się na Malcie

Akurat to zadanie okazało się dość proste. Malta to kraj bardzo przyjazny i gościnny. Na początek lokum. Znalezienie mieszkania zajęło nam 2 dni, a w zasadzie samo szukanie jeden, a przeprowadzka pół drugiego. Zaczeliśmy od przeglądania lokalnych ogłoszeń, chciażby na www.maltapark.com

Generalnie ogłoszenia na Malcie pisane są kiepsko, brak zdjęć i sensownego opisu. Biura nieruchomości również niezbyt pomocne. Większość ofert, które kuszą nas z głównych strony internetowych jest już dawno nieaktualna, a agencji usiłują nam wcisnąć te najdroższe lub przeciwnie, najbrzydsze mieszkania. Takie przynajmniej mieliśmy odczucia po kontakcie z kilkoma agencjami. Na plus to, że jest ich bardzo wiele i w pół dnia możemy sprawdzić co najmniej kilka. Szukaliśmy też samodzielnie i udało się trafić prawdziwą perełkę. Niestety, właściciel mówi, że ktoś ma już zaraz przyjść i wpłacić zaliczkę. Załamka, szukamy dalej. Popołudniem telefon – jeśli chcecie to przyjdźcie zaraz, po poprzednia osoba się wycofała. Mieszkanie świeżo po remoncie, w spokojnym, startym centrum Sliemy.  Do tego prywatny taras na dachu 40m2…  Decyzja w 1 minutę – bierzemy!

Praca

No dobra, to mamy już mieszkaniem, nawet internet 😉 Przydałoby się jeszcze na to wszystko zarobić. Jedno z nas, czyli Łukasz, znaczy ja, mam już ogarniętą pracę, Magda dopiero zaczyna szukać. W ciągu niecałego tygodnia, przy bodajże drugiej rozmowie tutaj również pełen sukces w restauracji w lokalnym klubie golfowym. Praca na pełen etat, z pełną umową, trochę daleko, ale są autobusy…

Transport

No tak, są autobusy… ale oszaleć z nimi można! Ciągłe spóźnienia, potem przyjeżdża po godzinie (sic!) oczekiwania, ale jest pełen, więc się nie zmieścimy. A nawet jak się zmieścimy to trasa 8km zajmuje ponad godzinę. Któregoś deszczowego dnia, po ponad godzinnym spóźnieniu do pracy, cała mokra Magda oznajmia – kupujemy auto. Zbliżały się święta, więc takie auto to spoko prezent dla nas pod choinkę. Samochody na Malcie nie są tanie, głównie z uwagi na spory podatek od importu aut z zagranicy, a lokalny rynek nie jest za duży.  W komisie za nawet nie bardzo odpalające Daihatsu w niemal agonalnym stanie życzą sobie 600 EUR. Znów z pomocą przychodzi Maltapark. Jedno ogłoszenie wybitnie się wybija, bo jest nawet normalne zdjęcie, opis i cena. A to cechy dość rzadkie dla maltańskich ogłoszeń. Właściciel to obcokrajowiec, to dlatego… Kupujemy stare, lecz jeszcze dość jare Suzuki Alto, późniejszą wielka miłość i towarzysza codziennych zmagań Magdy.

Our car

Nasze autko (to z lewej 😉 )

No mamy już mieszkanie, prace, samochód, wypadałoby jeszcze ponurkować!

Pierwsze nurki robię jeszcze w listopadzie na lokalnych wrakach, których w maltańskich wodach nie brakuje. Um El Faroud dosłownie wywala z butów i płetw. 115 metrów długości i wysokość sporego budynku. Omal nie gubię automatu z pyska z wrażenia. Nurkuję z DiveSystems, bardzo miło i profesjonalnie. Jednego dnia jednak okazują się zamknięci z powodu święta, a nurkować się chce. Dzwonię więc po konkurencji i tak trafiam do Diveshack. Bardzo ładny nurek na lokalnym wraku, w dodatku w przednim towarzystwie, bo akurat odwiedzili nas przyjaciele z Polski. Poznaje też Rysia, Słowak, ale mówi po polsku, a przynajmniej tak mu się wydaje 😉 Rysio jest swój gość, a przy okazji pyta, czy nie szukam może pracy. W sumie czemu nie…

– Szefowo, to jest Lukasz, jest divemasterem, szuka pracy

– Szukasz pracy?

– W sumie tak…

– Ok, to ją masz na weekendy, dogadamy się

I tak kolejny raz, nieco przypadkiem, wszystko zaczyna układać się całkiem przyjemnie.

P.S.

Mela oznacza wszystko i nic za razem, taki przerywnik, który usłyszymy na Malcie nad wyraz często.

 

Diveshack Diving

Zadowolone nurki

Dni, tygodnie i miesiące spędzamy na pracy, pracy i pracy. Magda niestety ma zajęte większość weekendów, ja wtedy nurkuje (pracuje). Czas ten przekładany jest momentami relaksacji i wizytami przyjaciół i rodziny. Przyznam, że od kiedy mieszkaliśmy na Malcie, to nasze życie towarzyskie i ilość odwiedzin wystrzeliły do góry. Co oczywiście jest bardzo pozytywne.

At the beach

Relaks na plaży

Faroud

Um El Faroud

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *