Nurkowanie na Koh Chang

Zaczynając od końca – widzę Łukasza wracającego z nurkowania, prawie skacze z radości i zaczyna się opowieść…

P1280312

Chyba najlepsze nurkowanie w życiu 🙂 Ale od początku. Wypływamy z ekipa Scuba Dawgs statkiem Scuba Princess ok. 9.30 rano, bo pakowanie i szykowanie sprzętu trochę trwało. Po około 40 minutach docieramy na pierwsze miejsce nad wrak HTMS Chang. Niestety nie mam (jeszcze…) specjalizacji wrakowej ani uprawnień AOWD. Wrak leży na ok. 30 metrach, dość głęboko… Trochę zawiedziony, że nie uda mi się go zobaczyć czekam sobie spokojnie na kolejne z zaplanowanych trzech tego dnia nurkowań i trochę smutno gdy wszyscy się szykują. Nagle podlatuje do mnie Ben – divemaster i pyta: Łukasz, chcesz nurkować na wraku? Jest opcja, ale szykuj się! Prędziutko! Schodzimy więc razem z sympatycznym Australijczykiem Danielem, który szkoli się tu na divemastera. Lądujemy na około 18-20 metrach na wysokości pokładu Changa, który jest 100 metrowym dużym okrętem desantowym, zbudowanym jeszcze w czasach II Wojny Światowej i zatopionym w 2012 roku, jako atrakcja dla nurków. I to jaka atrakcja!

Sam wrak robi piorunujące wrażenie, a do tego dosłownie kłębi się wokół niego tysiące różnych ryb, dużych, małych i w ławicach niczym chmury na niebie. Nurkowałem już wcześniej na wraku Cedar Pride w Jordanii, ale takiej ilości ryb w jednym miejscu jeszcze nigdy nie widziałem, dosłownie obłędne wrażenie. Robimy sobie pętle w tą i z powrotem wzdłuż pokładu (do środka wpłynąć mi nie wolno z uwagi na głębokość i brak uprawnień – już wiem, że będzie to mój kolejny cel) i wynurzamy się kręcąc piruety wokół bardzo wysokiego masztu. Przystanek bezpieczeństwa urządzamy sobie na bocianim gnieździe Changa.

Reasumując, chyba najlepsze nurkowanie w życiu 🙂 Ekscytacja tak duża, że wydmuchałem butlę w dość ekspresowym tempie, następnym razem muszę nieco zwolnić, bo trochę wstyd 🙂

Kolejnym celem tego dnia była rafa Hin Luk Bat i to miejsce również nie zawiodło. Wielkie ławice kolorowych ryb, mureny, piękne koralowce, momentami, aż trudno było uwierzyć, że to wszystko naprawdę. Po nurkowaniach na Filipinach (też wspaniałych) myślałem, że Azjaci pozjadali już prawie wszystko co ma płetwy, a nie jest nurkiem. A tu taka niespodzianka, ryby można by tu liczyć w dziesiątkach tysięcy chyba 🙂 Tym razem butla wydmuchana w normalnym, a nie sprinterskim tempie.

Po szybkim i bardzo smacznym lunchu przyszedł czas na ostatnie nurkowanie tego dnia, na Secret Reef, położonym bezpośrednio przy Blueberry Hill – Hin Tai Nam. Tu również nie można się napatrzeć wielkiej ilości niezliczonej maści ryb i innych stworzeń. Pokazuje się też kilka barakud, niektóre całkiem spore. W oddali dostrzegam coś dużego, co najmniej metrowego. Początkowo myślę, że to barakuda, ale kształt ogona zdecydowanie bardziej pasuje do rekina. Podekscytowany pokazuję Danowi, ale zanim zdążyliśmy się przyjrzeć to tajemniczy stwór znikną tak szybko jak się pojawił.

Dzień kończy się obowiązkowym po „ciężkim” dniu nurkowania – zimnym piwem.

Stare przysłowie mówi, że nawet kiepski dzień nurkowy jest lepszy niż dobry dzień w pracy. A co dopiero tak dobry dzień jaki spędziłem na i przede wszystkim głęboko pod gościnnym pokładem Scuba Princess.

Nurkowanie na Hin Luk Bat – film Rems Production

Nurkowanie na Blueberry Hill – film Rems Production

Drobna uwaga:

Na OpenWorld publikujemy nasze autorskie zdjęcia. Z uwagi na brak własnego aparatu podwodnego tym razem będzie jednak inaczej. Zamieszczamy bardzo dobre filmy innych autorów prezentujące odwiedzone tego dnia miejsca. Bez żadnej ściemy, na żywo wygląda to dokładnie tak jak na filmach, z tą różnicą, że jesteśmy w samym centrum wydarzeń 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *