Singapur

Singapur

Lot do Singapuru idzie gładko, potem metro i już meldujemy się w Backpacker Cozy Corner, który znamy z poprzedniej wyprawy. Wtedy jednak z powodu choroby nie udało nam się za wiele w Singapurze zobaczyć, teraz nadrabiamy. Hostel nie jest zbyt elegancki, ale to jedno z najtańszych miejsc w samym centrum, lokalizacja jest super, czystość w normie, a w cenie ubogie śniadanie.

Singapur

Singapur

Ogarniamy City, wraz z obowiązkowym zdjęciem z Merlionem, Marina Sands Bay na którym wieczorem odbywa się pokaz światło i dźwięk.

Singapur

Singapur

Do tego następnego dnia zaliczamy China Town i Little India, łapiemy popołudniowy autobus do Kuala Lumpur. Autobusów jeździ całe mnóstwo, ale taniej jest dojechać tylko do granicy lokalnym transportem i potem łapać po stronie malezyjskiem w Johor Bharu. Na się trochę śpieszyło do KL, więc wybraliśmy opcję bezpośrednią.

Singapur

Singapur

Singapur warto dołożyć do trasy jeśli starczy czasu, jest dość drogo, da się ogarnąć w rozsądnych cenach: z lotniska metro, a nie taxi (co jest chyba oczywiste…), spanie w hostelu, jedzenie na ulicy – dużo, smacznie i sensownie cenowo. Wodę można pić z kranu, co jest ewenementem w tej części świata – nie jest smaczna, ale darmowa. Piwo drogie, a w lokalach bardzo drogie. Należy też pamiętać o bardzo restrykcyjnym prawie : nie wolno wwozić więcej niż jednej paczki papierosów i to otwartej, nie wolno przywozić gumy do żucia, o narkotykach lepiej nawet nie myśleć. Na ulicy nie palimy, nie śmiecimy i będzie ok. Jest za to w naszym odczuci bardzo bezpiecznie, nawet w nocy.

Wieczorem zdarzyliśmy wpaść pod dobrze nam znane Petronas Towers i już trzeba było łapać ostatni autobus SkyBus na lotnisko, gdzie zamierzaliśmy spędzić noc przed wylotem (nie po raz pierwszy). Lot do Londynu miał spore opóźnienie z uwagi na awarię samolotu i konieczność wymiany go na inny. Zamiast A340 lecieliśmy A330, który z uwagi na mniejszy zasięg musiał jeszcze po drodze lądować w Dubaju. Do Londyny dolecieliśmy z kilkugodzinną obsuwą, wiele współpasażerów niestety spóźniło się przez to na swoje dalsze loty. My na szczęście mieliśmy na tyle dużą rezerwę (jak zwykle ) że zdążyliśmy. W domu byliśmy o 4 w nocy, a 10 rano już w pracy… nie był to jednak zbyt produktywny dzień…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *