Stopem w Polskę

Stopem w Polskę

Było to tak dawno, że sami ledwie pamiętamy jak to było i chyba właśnie dlatego warto to spisać, by zupełnie nie zapomnieć.

Gdzieś na stopie

Gdzieś na stopie 2002

Jechaliśmy większą grupą, bez ścisłego planu itp. Na początek był wątek „pielgrzymkowy”, potem biwak nad Jeziorem Mąkowarskim w Cybowie. Był to nasz pierwszy poważny wypad gdzieś dalej, w dodatku stopem, z namiotami, plecakami, taki totalny tramping. Podróżowaliśmy parami, więc zawsze ktoś wyrywał do przodu, a ktoś zostawał z tyłu. Jakoś to jednak dawało radę, ale nie było czasem łatwo się odnaleźć.
Kolejnym celem był Przystanek Woodstock, wtedy jeszcze odbywający się w Żarach. Generalnie nam się podobało, ale trochę za duży chaos jak dla nas. Najbardziej w pamięc zapadł nam za to aquapark, gdzie w końcu mogliśmy się umyć po paru dniach brudaszenia.
Po Woodstockowym szaleństwie skoczyliśmy zrelaksować się w Karkonosze do Szklarskiej Poręby, ale bardziej pamiętnym epizodem był nocleg w namiocie za krzakiem na przystanku PKS w Piechowicach. Pamiętamy też jednego z naszych kierowców który puszczał na cały regulator Arkę Szatanka i śpiewał jadąc bez trzymanki… Generalnie większość kierowców nas zabierających była bardzo sympatyczna, zazwyczaj byli to ludzie sami jeżdżący stopem w przeszłości lub też podróżujący służbowo i zabierający stopowiczów by z kimś pogadać.

W Szklarskiej u "dziadka"

W Szklarskiej u „dziadka” 2002

Po Karkonoszach wpadliśmy jeszcze po drodze do Wrocławia, śpiąc za jakieś grosze w namiotach za akademikami gdzieś pod krzakami. W cenie był prysznic 🙂

Kolejnym celem naszej eskapady był Tuliszków, gdzie graliśmy koncert z zespołem na festiwalu z okazji winobrania – każda okazja jest dobra do dobrej zabawy 😉 Zachaczyliśmy jeszcze o nowowybudowaną Świątynię w Licheniu – też stopem ma się rozumieć.

Dalej ekipa rozjechała się w swoje strony, a my ruszyliśmy znów na południe w stronę słowackiej granicy. Na dworcu w Katowicach śpiąc w poczekalni wypadła moja osiemnastka – na dworzec podwiozła nas jakaś sympatyczna pani i zafundowała nam bilet 🙂

W miejscowości Oscadnica koło Cadca oddawaliśmy się błogiemu lenistwu nie czyniąc zbyt wielkich aktywności.

Na słowackiej granicy

Na słowackiej granicy 2002

Drogi powrotnej niestety już nie pamiętamy, ale najbardziej prawdopodobna wersja stanowi o stopie chyba do Żywca i potem jakimś pociągu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *