Z Koh Chang do Kambodży

Wstajemy o 6:00 rano, dopakowujemy plecaki, szybka kawa i ruszamy w stronę granicy. Niby blisko, bo mamy do przebycia łącznie około 150 km, ale z wieloma przesiadkami… Wpierw taxi, potem prom, znów taxi, ale tym razem publiczne (songthaew) i jeszcze tylko busik i po 4 godzinach jesteśmy na miejscu. Po drodze busikiem wyprzedzamy, jak się później się okazało Turka, który podróżuje po Azji rowerem, ze swoim słodkim, małym pieskiem.

Na granicy.

Na granicy.

Opinia o przejściu granicznym w Hat Lek jest, jakby to łagodnie ująć ZŁA. Wiele naciągaczy z podrobionymi identyfikatorami od wszystkiego na co tylko można naciągnąć turystę. Wszystko oczywiście za wiedzą i dość otwartym przyzwoleniem mundurowych, którzy nie są wcale lepsi.  Na miejscu okazuje się jednak, że nie jest tak strasznie, wystarczy z nikim nie gadać i olewać wszystkich, którzy każą gdzieś podejść, coś kupić itp. Oczywiście jak zawsze jest też stary numer z fałszywą stacją kwarantanny, gdzie już nam znajdą coś na co na pewno nie byliśmy szczepieni i każą zapłacić za pozwolenie na wjazd do kraju bez owej, drogocennej szczepionki. Oczywiście wszystko to bujda… Bez problemów, uśmiechając się jedynie i udając, że nie wiemy o co chodzi docieramy do celników, ale jako że Kambodża jest jednym z najbardziej łapówkarskich krajów w regionie za wizę płacimy o 10$ więcej. I tak nie jest źle, bo początkowo żądali opłaty w tajskich bathach, po co najmniej fatalnym przeliczniku. Na nic zdaje się się jednak dalsze targowanie, że przecież jest nas dwoje i może jakaś dodatkowa zniżka bo i tak dobrze dorobią – szybko dostajemy jednoznaczną informację- „10$ to nie dużo… patrz ile nas tu jest, (było ich w jednym pokoju 6) musimy się przecież podzielić…” Na taki argument nie ma zmiłuj, machamy ręką i płacimy. Można się stawiać i pewnie się dopnie swego, tylko to może zająć dłuuuuższą chwilę …. na przykład pół dnia.  Trochę nam tylko szkoda sympatycznego Turka, bo on zapłacił znacznie więcej.  Z wizą biznesową w paszportach targujemy jeszcze tylko tuk-tuka do miasta Koh Kong i już jesteśmy w Kambodży.

W  tuk- tuku

W tuk- tuku

Miasto bardzo przypada do gustu Łukaszowi. Słyszę cały czas …ale tu fajnie, takie prawdziwe, khmerskie miasto, prawie brak turystów, trochę syf, ale wszyscy się uśmiechają, dzieci machają do nas i wołają hello, hellooo! no i te piwo za 0,5$… No faktycznie jest miło, ale dla mnie jednak miasto jak miasto – zwykłe, przygraniczne w którym nic nie ma, więc się trochę dziwie tym jego entuzjazmem…chodź rzeczywiście dzieciaki w całej Kambodży są super słodkie, przede wszystkim ich szczera radość kiedy im odpowiadamy i z uśmiechem machamy 🙂 .

Koh Kong

Koh Kong

Koh Kong

Koh Kong

Koh Kong

Koh Kong

Następnego dnia ruszamy do Sihanoukville nad morze. No i totalne roszczarowanie! Nie polecamy tego miejsca nikomy i nigdy! Byliśmy w nim 4 lata temu i wiedzieliśmy, że to miasto i że beton itp. ale jakoś wtedy nam się tu na prawdę podobało. Teraz już nie. W okolicach miasta jest kilka plaż, ale piękne to one nie są. Raczej można je opisać jako takie zwykłe, bez szału, a jednak to Azja, więc powinien być szał. Może jeszcze plaża Otres jakieś 2 km od miasta jest całkiem ładna. Tylko co z tego, że w miarę ładna, jak ceny przebijają nawet Tajlandię. Nie samym piwem za 0,5$ dolara człowiek żyje, my oczekujemy jednak czegoś więcej.

P1280518 P1280563 P1280528

Całe 2 dni szukamy miejsca w którym moglibyśmy zamieszkać na dłużej i lipa. Przy plażach albo beznadziejne warunki albo drogo. Tak, w Kambodży bywa już drogo! Jesteśmy trochę w szoku, że przez kilka lat tak się zmienia…i chodzi nie tylko o wzrost cen, ale zmianę ogólnie na gorsze. Idziemy do biura nieruchomości i odwiedzamy jeden z proponowanych apartamentów, które są wynajmowane na krótszy termin, czyli miesiąc lub dwa. Apartament bardzo ładny z kuchnią, salonem itp. ale … no właśnie, trochę bijemy się z myślami czy go wynajmować, lecz ostatecznie stwierdzamy, że ogólnie nie chcemy mieszkać w tym mieście. Wieczorem kolacja na plaży, która jest chyba główną atrakcją Sihanoukville.

P1280582 P1280591 P1280594 P1280601

Można tu jednak jeszcze względnie tanio posiedzieć w knajpce na plaży przy pięknym zachodzie słońca z obowiązkowym piwem za 0,5$.  Następnego dnia rano jedziemy jednak do Kampot…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *